Blog > Komentarze do wpisu
Floryda, Floryda, Floryda, 5 luty 2010

Wielu marzy o Ameryce. Ja nie. Coz, tak sie zlozylo ze obiecalam mezowi poleciec z nim na Floryde. Malo tego, obiecalam mu ogladnac z nim start rakiety space suhttle z przyladka Cup Canaveral. Brzmi przyjemnie ale rzecz cala zamienila sie powoli w horror. Zaczynam jednak od poczatku.

Piotr zaplanowal nasz  ponad 2 tygodniowy pobyt na Florydzie tylko z grubsza. O reszte mielismy sie zatroszczyc na miejscu. W koncu nie ma jeszcze sezonu, ktory rozpoczyna sie dopiero gdzies w marcu-kwietniu. W lutym panuja jednak temperatury letnie ale nie ma upalow. Jeszcze w samolocie Piotr przeczytal ze wlasnie w nadchodzacym tygodniu w Miami bedzie mial miejsce superbowle. Najwieksza na swiecie impreza sportowa. Brak miejsc w hotelach ktore zostaly na pniu wysprzedane po 500 dolcow!!! Ucieszylismy sie ze na pierwsza noc zarezerwowalismy sobie pokoj. Ufff, ulzylo nam.

Dzien 1.

Wylot z Zürichu o 9.40. Nadzwyczajna punktualnosc linii lotniczych Delta. Przesiadka w Atlancie i po chwili dalszy lot do Miami. Po przesunieciu zegarkow wyladowalismy cos o 18. Specjalny autobus zawiozl nas do Herza,  gdzie mielismy zarezerwowany samochod. Postawilismy na Lincolna, a niech tam, oboje a juz ja szczegolnie lubimy duze limuzyny. Trzeba jakos zaszalec na urlopie. Zreszta to co dla nas jest duze to w Ameryce znaczy mniej niz standard. Po wystaniu w godzinnej kolejce okazalo sie ze naszego zamowionego autka nie ma. Jak to nie ma? No zwyczajnie, NIE MAJA i juz. Maja za to propozycje nie do odrzucenia. Za dodatkowe 35 dolarow dziennie dadza nam troche innego lincolna. A niech to szlag trafi. My chcemy nasza limuzyne!!! Nic z tego, po wielu przetargach i dyskusjach jakis manager firmy dal nam w koncu po zwyklej cenie jakiegos wiekszego lincolna bo Piotr nic tylko galal o duzym aucie. Gosciu powiedzial abysmy sie udali na drugie pietro bo tam stoi nasz samochod. Poszlismy ze zwycieskimi minami. Nie bedzie nam taki czy inny amis-manager dyktowal warunkow. W koncu my tez jestesmy managerami.

Na drugim pietrze ktore sie rzecz jasna okazalo pierwszym (tak to jest w angielskim) nie spotkalismy zywej ani martwej duszy. Nikogo jak okiem siegnac. Owszem stalo pare samochodow ale nic co byloby podobne do naszych oczekiwan. Nasz wzrok zatrzymal sie na jedynym mozliwym wariancie bo byl on marki lincoln a walka szla tylko o te marke. Jeden jedyny taki samochod okazal sie Lincolnem Navigatorem, taka no powiedzmy, polciezarowka. O rany. Miny nam zrzedly. Bitwa wygrana ale cala wojna jeszcze przed nami. Niepewnie sprobowalismy otworzyc drzwi jako, jak sie rzeklo, w poblizu nie bylo nikogo. Kluczyki lezaly w srodku. Problem byl tylko jeden, jak uruchomic tego potwora? Pojechalismy, to znaczy Piotr siadl za kierownica bo ja sie do tego nie palilam. Na ulicy zorientowal sie ze pada a on nie ma pojecia gdzie sie znajduja wycieraczki.

W miedzyczasie zrobilo sie ciemno, zapadla noc a my nie mielismy pojecia gdzie jechac. Owszem wypozyczono nam GPS za slone 140 dolcow ale rozni sie on nieco od naszego wiec trzeba mu poswiecic troche czasu na pocztku. Do hotelu trzeba w Fort Lauderdale bylo jechac jakas godzinke. Koniec koncow znalezlismy hotel ale zrobilo sie stosunkowo pozno. Ja juz nawet chcialam wyjmowac walizki, zabierac ze soba i taszczyc do hotelowego holu. Piotr mnie powstrzymal, na szczescie. W hotelu zrobiono duze oczy, glupia mine i stwierdzono ze zadnej rezwerwacji z ebookera nie maja a co za tym idzie nie ma tez dla nas pokoju. Ratunku...Myslalam ze zamorduja stojaca za pultem czarnule-klamczuche. Wszystko zrobilo sie jasne. Sprzedali nasz pokoj za 500 dolcow i czesc. Po 24 godzinach podrozy z Europy, w srodku nocy stalismy w holu jakiegos hotelu, bez widokow na pokoj bo jutro rozpoczynaly sie rozgrywki w futbolu amerykanskim ktory nie chcialam aby mnie obchodzil ale niestety, musial. Zamiast zabic te falszywa murzynke, kazalismy jej gdzies zadzwonic i zarezerwowac nam pokoj. Wyszlismy na swieze powietrze, rozpadalo sie na calego. Piotr zamiast otworzyc samochod, wlaczyl alarm. Piskom i wyciu  nie bylo konca. Zarezerwowany pokoj w hotelu Howard Johnosn byl 3 razy drozszy od poprzedniego. Coz, gdzies trzeba spac. Noc byla krotka za to sniadanie nawet calkiem, calkiem. Temperatura znosna, wystarczylo zalozc 2 sweterki i juz  bylo cieplo.

 

czwartek, 11 lutego 2010, ziutkazv

Polecane wpisy